Prezentuję trzecią zasadę mojej prywatnej teorii prezentowej

2 września 2011
“I don’t care too much for money, money can’t buy me love”

W przeciwieństwie do wpisów, w których prezentowałam pierwszą i drugą zasadę mojej teorii prezentowej, tym razem cytat nie pochodzi z filmu, ale z piosenki. Ze względu na popularność tego utworu oraz zespołu, który go wykonywał i który jest też bohaterem jednego z wpisów, nie będzie nagród za odgadnięcie skąd pochodzi cytat. Przygotowując dzisiejszy wpis rozważałam także kilka innych cytatów, bo o pieniądzach akurat (a jak się pewnie domyśliliście to o nich będzie dzisiejszy wpis) słynnych maksym jest dużo, ale ten wydał mi się najodpowiedniejszy.


Jaka zatem jest trzecia zasada? Powiem bez ogródek: jestem przeciwniczką dawania w prezencie pieniędzy. I tyle. Niezależnie od okazji, osoby obdarowanego i wszelkich innych okoliczności sprawy, uważam, że pieniądze są złym prezentem. A właściwie to nie są prezentem w ogóle. W przypadku części okazji (śluby od razu przychodzą mi tu na myśl) są de facto zapłatą za bilet wstępu na imprezę, a w pozostałych okolicznościach są próbą przysłonięcia faktu, że nie mamy pomysłu, czasu czy ochoty, żeby podarować prawdziwy prezent czyli coś, co drugiej osobie spodoba się i pozostanie w jej pamięci nawet jeśli z czasem sam przedmiot utraci dawną świetność. Osobiście nie lubię też otrzymywać pieniędzy w prezencie, bo w większości przypadków zamiast kupić sobie za nie coś konkretnego, wydam je prędzej czy później na tzw. życie. A nawet jeśli pieniądze przeznaczę na jakiś większy zakup, to ta rzecz nie ma później tej samej wartości sentymentalnej jaką miałby prezent od bliskiej czy nawet dalszej osoby. Przykładowo z okazji naszego ślubu dostaliśmy z Panem M. dużo różnych prezentów, ale od części rodziny dostaliśmy pieniądze, mimo że nie wyrażaliśmy takich preferencji. Owszem, pieniądze się przydały, bo niedługo po ślubie nasz stary samochód ostatecznie odmówił współpracy i kupiliśmy nowy częściowo za ślubne koperty, ale kiedy jeździmy tym autem nie mamy poczucia, że dostaliśmy je w prezencie. Inaczej jest z pozostałymi prezentami ślubnymi – nawet jeśli nie są całkiem w naszym stylu albo nie używamy ich na codzień, to biorąc do ręki na przykład kryształową cukiernicę wspominam kuzyna, który ją nam podarował.

Wiem, że teoria teorią, ale bardzo często, zwłaszcza z okazji ślubów, ludzie wyraźnie proszą o prezent w formie koperty (może kiedyś napiszę co myślę o takich prośbach, a już zwłaszcza o pisanych z tej okazji wierszykach). Skoro uważam, że w prezencie należy dawać to, czego dana osoba pragnie, zatem jeśli pragnie pieniędzy, nich będą to pieniądze – jakoś przeżyję, ale… Mój sposób na taką sytuację polega na tym, że faktycznie daję pieniądze, z tym że kupuję do nich jakiś nieduży prawdziwy prezent. Taki jak na przykład te szklanki:

2 szklanki do Irish coffee – cena 29,90 zł (na przecenie) (dukapolska.com)
W rezultacie i wilk (nie mylić z Wilq’iem) jest syty i owca cała – państwo młodzi dostają to czego pragnęli, a ja dochowuję wierności swoim zasadom, bo przecież od tego one są.

P.S. Zdjęcie pochodzi ze strony http://dukapolska.com/

Tagi:

Kategoria: , , , , , , , , ,

Poprzedni

Prezentuję drobiazg dla rekinów biznesu

Następny

Prezentuję książkę dla fanów sportu, a tenisa w szczególności

Comments are closed here.