Prezentuję prezenty, których nie powinno się dawać

1 września 2013
czyli o prezentowych faux pas lekcja pierwsza

Jak wiedzą osoby śledządze stronę bloga na facebooku (tych, którzy jeszcze tego nie zrobili zachęcam do polubienia jej tutaj) doszłam ostatnio do ciekawego wniosku. Ponieważ ten blog ma Wam pomagać w znajdywaniu idealnych prezentów to wciąż opisuję tu ciekawe rzeczy, które w związku z tym zachwalam i polecam. A przecież w każdym z nas jest też odrobina krytykanta i ja też chciałabym czasem coś ocenić negatywnie. Zdarzało się to co prawda przy kilku wpisach o zasadach mojej prywatnej teorii prezentowej, ale to było już jakiś czas temu. Dlatego też postanowiłam stworzyć mały cykl wpisów o prezentach, których nie powinno się dawać.

To nie jestem JA!

Dziś w pierwszym wpisie z tego cyklu zajmiemy się prezentami, których nie powinno się dawać, bo po prostu nie mają szansy się spodobać. W kolejnych zaś odcinkach cyklu mam w planach opisanie przesądów związanych z prezentami (i wtedy specjalne podziękowania dostanie ParanoJa, która swego czasu ofiarnie sfotografowała i przesłała mi ciekawy artykuł na ten temat).


Jako osoba, która lubi sobie wszystko poukładać i nadawać nazwy rożnym zjawiskom podzieliłam prezenty, których nie należy dawać na trzy kategorie:
1) prezenty sugerujące istnienie problemu;
2) prezenty zachęcające do nielubianych czynności;
3) prezenty do niczego zwane też prezentami od rzeczy.

Co kryje się pod tymi nazwami? Otóż prezenty sugerujące istnienie problemu to w gruncie rzeczy bardzo popularna kategoria, zwłaszcza wśród mam i starszych ciotek. To od nich młoda dziewczyna z małą nadwagą może się spodziewać poradnika jak schudnąć, a niezbyt śmiały młodzian książki o sprawdzonych sposobach na podryw. Czasem także mężczyźni dają takie prezenty, kiedy zasłyszawszy, że żona potrzebuje kremu przeciwzmarszczkowego wręczają jej taki specyfik w Walentynki! Liczy się tu nie tylko sam prezent, ale też towarzyszący jego wręczaniu kontekst. Do dziś śmiejemy się z moją siostrą z tego jak po pierwszych samodzielnych wakacjach we Francji przywiozła całej rodzinie prezenty, a wśród nich dosyć ekskluzywny krem antycelulitowy dla mnie, który dała mi ze słowami: “Bo nie wiem czy wiesz, ale Ty siostra masz celulit!”. Nie wiedziałam i co więcej nie bardzo mnie to obchodziło, więc po jakimś roku, w czasie którego nawet nie otworzyłam opakowania z tym specyfikiem, oddałam jej go mówiąc: “Ty pewnie też masz ten celulit, a przynajmniej zużyjesz krem zanim się przeterminuje!”.


Prezenty zachęcające do nielubianych czynności to natomiast te wszystkie odkurzacze, żelazka, patelnie itp itd. dawane kobietom, które rzadko kiedy kochają sprzątanie, prasowanie czy smażenie kotletów. Sama padam ofiarą takich prezentów właściwie co roku i to po mimo głoszenia wszem i wobec, że prac domowych, a w szczególności gotowania, nie lubię i unikam jak mogę. A tak czy inaczej mogę się prawie założyć, że w tym roku na Święta od pewnej starszej cioci Pana M. znów dostanę jakieś akcesoria kulinarne – jej teściowa mawiała, że do gotowania wystarczy odrobinia inteligiencji i ona chyba chce mnie o tym przekonać. Cóż, uważam się za osobę całkiem inteligentną, ale po prostu dosyć leniwą :)

Natomiast prezenty do niczego to już rzeczy kupowane bez jakiejkolwiek myśli przewodniej po prostu byle coś było. Tu też mam dla Was przykład – kuzyn Pana M. chyba w ubiegłym roku przed Świętami zakupił okazyjnie dużą ilość płyt polskich artystów, których lata świetności przypadały chyba jeszcze przed moim urodzeniem, a następnie obdarowywał nimi wszystkich członków rodziny zupełnie niezależnie od ich zainteresowań muzycznych. Cóż, choć normalnie wyznaję zasadę, że prezentów nie wypada się pozbywać, to płyta Andrzeja Dąbrowskiego (WTF?), którą dostaliśmy z Panem M. chyba trafi do koszyka z rzeczami przeznaczonymi na naszą wyprzedaż garażową…

A teraz kolej na Was drodzy czytelnicy – co było najgorszym prezentem jaki otrzymaliście w życiu? Na zachętę dodam, że jak będzie dużo ciekawych historyjek to może pojawią się nagrody :) 


P.S. Zdjęcie pochodzi ze strony www.gawker.com

Kategoria: , ,

Blog jest po przeprowadzce,

więc jeśli zauważysz jakieś błędy, których nie wychwyciłam, napisz proszę do mnie :)

kontakt@prezentujeprezenty.pl

Poprzedni

Prezentuję prezent na nowy rok szkolny dla całej rodziny

Następny

Prezentuję polskie przesądy związane z prezentami

  • najgorszym prezentem była gra "człowieku, nie irytuj się". rozpłakałam się po rozpakowaniu. czy usprawiedliwia mnie fakt, że byłam dzieckiem ???

    teraz irytują mnie niepotrzebne bibeloty.

  • Pamiętam, jak mój mąż dostał od swojej mamy pod choinkę szampon :-). A jest praktycznie łysy :-).

  • prezenty używane przechodnie – ktoś z rodziny robił to nagminnie – dawał nam rozpakowane kasety, albumy foto oraz przeterminowane słodycze które czekając od świąt do października nabierały szlachetnego białego nalotu;)
    Najgorszym prezentem, jaki zrobiłam dziecku pod choinkę, była elektryczna szczoteczka do zębów. Do dziś mi to wypomina.

  • Anonimowy

    Jako że uwielbiam otrzymywać prezenty jest mi naprawdę wszystko jedno co dostaję. Może to być nawet krem do rąk…i tak się ucieszę. Natomiast nie znoszę, kiedy moje dzieci dostają ubrania pod choinkę czy na urodziny. Mam jedną osobę w rodzinie, która zawsze kupuje jakieś ciuchy, a mi się serce kraje jak widzę rozczarowanie w oczach córki i jej zawiedzioną minę, gdy zamiast zabawki wyjmuje spodnie i podkoszulek;(

    • Anonimowy

      Tez tak mam :(

  • Rajstopy przeciwżylakowe od babci. Masakra

  • Dziewczyny, dzięki za podzielenie się Waszymi historiami – z rozstrzygnięciem konkursu zaczekamy jeszcze dzień lub dwa żeby dać szanse wszystkim czytelnikom 😉

  • Anonimowy

    Anita/ Mam w domu komplet sześciu kieliszków do jajek na miękko. Ich droga była taka: mama chciała coś kupić na spotkanie z dawno niewidzianą ciotką z drugiego końca kraju. Wymyśliła komplet żółtych, zdobionych kieliszków do jajek. Ciocia przyjęła, kurtuazyjnie podziękowała. Rok później, na kolejnym rodzinnym spotkaniu (jakieś święta) ciocia dała w prezencie mojej mamie te same kieliszki:-) Nie podejrzewam cioci o wyrachowanie, ot, po prostu wrzuciła w kąt kieliszki, po roku szukała czegoś, co można by dać jako symboliczny prezent. I znalazła kieliszki:-) Nie wiem, czy mama oddała mi je z żalu czy też sama nie pamiętała, jaka była ich droga. W każdym razie ja już je trzymam i w dalszą drogę nie puszczam;-)

  • Anita, dzięki za podzielenie się tą historią! Stanowi ona koronny dowód na moją teorię, iż jeśli już pozbywać się otrzymanych prezentów to raczej na allegro czy na wyprzedaży garażowej niż dając je kolejnej osobie…

  • Mojego męża siostra dostałam kiedyś pod choinkę Biovital Zdrowie od brata jej męża (jego żona była przedstawicielem medycznym tej firmy). Dodam, że wszyscy są w wieku ok. 30 lat.

  • Na imieniny dostałam mms ze zdjęciem malutkiego bukieciku kwiatów z informacja, ze zapomnieli mi go dać. Na urodziny dostałam dwa stare obrusy. Czyste i wymaglowane, ale dosyc zużyte i brzydkie. W prezencie ślubnym otrzymaliśmy komplet pościeli-jednoosobowej…na gwiazdkę dostałam kosz na zabawki-z informacja ze w zasadzie jest to prezent dla mojego dziecka…