Prezentuję pomoce dydaktyczne dla maluchów

23 lutego 2014
Baby English
Jak to kiedyś wyznałam, mam absolutnego świra na punkcie języka angielskiego. Kocham go odkąd pamiętam; miałam 7 lat kiedy zaczęłam się go uczyć i jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom, że postanowili kształcić mnie w tym kierunku w tak młodym wieku i zanim jeszcze wiadomo było, że nastąpi zmiana systemu, w którym podstawowym językiem był rosyjski. Angielskiego uczyłam się przez całe życie i w moim kręgu jedynie osoby ze stricte filologicznym wykształceniem znają ten język lepiej ode mnie (nie chwalę się tylko stwierdzam fakty ;)). Dlatego od zawsze oczywiste dla mnie było, że moje dzieci będą miały z angielskim styczność od samego początku.
Jakiś czas temu Ola z Usta-Usta zaczęła na swoim blogu serię English@Home, w ramach której podpowiada jak w domu uczyć angielskiego dzieci w różnym wieku. W ostatnim odcinku tej serii, który w pewnym sensie powstał w wyniku mojego nagabywania, opisała sposoby ‘uczenia’ tych najmłodszych. Koniecznie przeczytajcie ten jej wpis, a zwłaszcza początek, w którym rozprawia się z mitami, że niby nie warto zaczynać tak wcześnie. Mnie lektura tego wpisu, oprócz oczywiście pewnego uporządkowania pomysłów na naukę języka przez zabawę, zainspirowała do pokazania Wam naszych pomocy dydaktycznych. Pomyślałam sobie bowiem, że i w Waszym towarzystwie mogą być tacy zwariowani rodzice jak ja i możecie chcieć podarować im wyjątkowe i bardzo mile widziane prezenty.

 

Powyższa grafika pokazuje trzy książeczki, które kupiłam dla Oleńki na angielskim Amazonie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Żadna z nich nie kosztowała więcej niż 5 funtów (czyli 30 zł), a wszystkie są pięknie wydane i oprócz nauki angielskiego służą Oleńce także do innego typu zabaw. Wszystkie mają twarde strony i nadają się dla maluchów. A teraz trochę szczegółów o każdej z nich.
“Head, Sholders, Knees and Toes…” (cena: 3,39 funta, www.amazon.co.uk)

To jest najzwyklejsza z tych trzech książek, bo nie ma żadnych dziur ani ruchomych elementów, ale bardzo ją lubimy. Piosenka ‘Head, sholders, knees and toes’ (czyli ‘Głowa, ramiona, kolana, palce u stóp’) była hitem jednej z płyt z angielskimi piosenkami, które kupiłam dla Oleńki niedługo po tym jak pojawiła się u nas w domu. Niestety ta płyta nie jest już dostępna, ale pod tym linkiem możecie wysłuchać tego utworu. W książece oprócz tekstu piosenki (a na tylnej okładce także jej zapisu muzycznego!) są przepiękne ilustracje, na których dzieci i towarzyszące im zwierzątka wskazują odpowiednie części ciała. Niby banalny pomysł, ale naprawdę działa – Oleńka po dwóch miesiącach zabaw z tą książką prawidłowo wskazuje już ‘head’ i ‘toes’, nad pozostałymi jeszcze pracujemy.

“The Wheels on the Bus go round and round (Classic books with holes)”
(cena:3,75 funta, www.amazon.co.uk)

To kolejna z serii ‘piosenkowych’ książeczek, tym razem utwór jest trochę bardziej skomplikowany – do wysłuchania tutaj – ale za to dodatkową atrakcją tego wydawnictwa są dziury. Oleńka uwielbia wsadzać paluszki w koła autobusu i inne dziurki, a także oglądać bardzo kolorowe i wieloelementowe rysunki; nawet ja wciąż znajduję na nich nowe ciekawostki. Z tego względu, i biorąc po uwagę skomplikowanie piosenki, sądzę, że ta książka posłuży nam jeszcze długie lata.

“Busy Book: Busy Town” (cena: 4,97 funta, www.amazon.co.uk)

A to nasza ulubiona seria – tzw. Busy Books. W tych książeczkach na każdej stronie znajduje się innego rodzaju ruchomy element, dzięki któremu dziecko ćwiczy też zdolności manualne. Przykładowo na tej okładce poruszają się samochody, a tęcza zamienia się w chmurki z deszczem. Na każdej stronie jest też krótki tekst (jedno zdanie) opisujący to, co przedstawia rysunek w formie rymowanki. W tej serii jest wiele różnych książek, my na razie oprócz widocznego powyżej Busy Town, mamy też Busy Airport i to ono jest prawdziwym hitem, ale niestety nie jest aktualnie dostępne w Amazonie. I to te właśnie książeczki są uwielbiane przez Oleńkę! Oczywiście ja cieszę się, że przy okazji uczymy się angielskiego, ale ze smutkiem też stwierdzam, że na polskim rynku wydawniczym nie znalazłam żadnej książki z ruchomymi elementami, która byłaby tak ładna i interesująca.

Jeśli zatem szukacie prezentu dla malucha, którego rodzice lubią angielski to wybierając którąkolwiek z tych pozycji, macie gwarancję zachwytu i dziecka i rodziców. Ceny tych książeczek nie są wcale jakieś wygórowane, a jedyną niedogodnością jest konieczność zamawiania ich na angielskim Amazonie.

P.S. Zdjęcia pochodzą ze strony www.amazon.co.uk i czekam na feedback – koniecznie dajcie znać jak Wam się podoba nowy sposób pokazywania zdjęć ze zbiorczą grafiką, a potem powtórzeniem każdego zdjęcia w powiększonej wersji.
Zawarte w tym wpisie linki do sklepu Amazon to tak zwane linki afiliacyjne. Oznacza to, iż jeśli klikając na nie dokonacie zakupu otrzymam z tego tytułu prowizję. Nie zmieni to w żaden sposób ceny jaką Wy zapłacicie za zamówione produkty, a pokaże mi, że doceniacie moje rekomendacje. Będę Wam bardzo wdzięczna za korzystanie z tych linków.
Tagi:

Kategoria: , , ,

Blog jest po przeprowadzce,

więc jeśli zauważysz jakieś błędy, których nie wychwyciłam, napisz proszę do mnie :)

kontakt@prezentujeprezenty.pl

Poprzedni

Prezentuję 7 walentynkowych prezentów dla dwojga

Następny

Prezentuję niezwykłą ramkę na niezwykłe fotografie

  • Asia, ty to jesteś customer oriented :-)
    Dla mnie nowy sposób prezentacji jest baaardzo OK :-)

    • Kate, staram się jak mogę, zwłaszcza dla tak wiernych czytelników :)

  • o, ta opcja z prezentowaniem jest dobra. mnie najbardziej chodziło o to, żebym się nie musiała cofać we wpisie, żeby zobaczyć, co opisujesz. 😉 post nie na mój temat, bo "moje" dziecko (oczywiście to, które zamierzam ochrzcić, a nie naprawdę moje) jeszcze trochę będzie w drodze, ale co do poprzedniego… patrzę sobie i myślę: "o, tę środkową to bym przygarnęła", a potem… "jest oczywiście dla mężczyzny" – http://www.technobunny.org/images/okay.png 😀

    • ParanoJa, to się cieszę, że opcja graficzna Ci się podoba. A co do bransoletki to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś nosiła męską – Paweł Małaszyński twierdzi, że ona jest świetna na koncerty – to w sam raz dla Ciebie :)

    • och, cudownie, musiałaś to powiedzieć? nie cierpię Małaszyńskiego 😀 to znaczy nie, że nie cierpię, ale jakoś nie mogę się do niego przekonać 😉

    • haha, nie wiedziałam, że masz taki problem z tym Małaszyńskim 😉 Muszę Ci powiedzieć, że ja w serialach i filmach to też za nim nie przepadam, ale raz widziałam go w teatrze i wtedy zrobił na mnie wrażenie, zwłaszcza, że grał geja! No a za pomaganie 'mojej' fundacji to ma plusa jak stąd do księżyca!

  • lucy es

    prezentowanie zdjęć jest git! :)

    • Dzięki za feedback Lucy :)

  • Ta forma prezentacji jest super :-)!!! Co do książeczek, natchnęłaś mnie, jak zwykle zresztą :-). Dziękuję!

    • Staram się dla moich kochanych czytelniczek i staram 😉 A książeczki polecam bardzo, bardzo. Podejrzewam, że Hubisiowi też by się spodobały. A ostatnio kupiłam jeszcze jedną piękną książeczkę w sam raz dla naszych maluchów – będziemy ją testować na narciarskim wyjeździe i jak się sprawdzi to ją pokażę na FB, bo w przeciwieństwie do tych powyżej tamta dostępna jest bez problemu w Polsce.